Mufafa |
Wysłany: Pią 19:48, 10 Wrz 2010 Temat postu: |
|
KABARET TEY – KOCIOŁEK
Kucharz I: (wchodzi, miesza chochlą w garze, wchodzi kucharz
drugi staje z chochlą do góry) Kucharze wszystkich
kuchni! Gotujcie się!
Kucharz II: (gdy mówi wchodzi szef kuchni) Niech żyje gorąca
przyjaźń między kuchniami w naszym bloku!
Szef kuchni: (z wielką chochlą na głowie) Chochla przewodnią
siłą kotła! (Kucharze I i II biją brawo).
Ty to-warzysz, czy Ty to-warzysz?
K I i II: (patrzą na siebie po czym:) My to-warzymy!
SK: (ściągając chochlę) Wy to-warzycie a ja to wszystko
mieszam, hyhy
K I: (do SK) Ty, a jak będą szemrać?
SK: Jak będą szemrać to da im się kompot ZOMOrelami
K I: No a jak będzie im mało?
SK: To się wezwie KREML pomidorowy
K II: Jak się im nasza kuchnia nie podoba to mogą iść do
MechRonalda
SK: Tera do Busia
K I: Busia... (ogólny śmiech)
SK: Busia siusia hehe...
SK i K II: I do Busia...
Wchodzi kelner Alfred
Kelner: (skacowano-pijackim głosem)Słuchajcie, bo ja chciałem
tutaj zrobić takie organizacyjne sprawy, bo jest
troszkę roboty
SK: Alfred, co Ty?! (oryginalnie pomyłka – Albert)
Kelner: Coohoho?
SK: No co Ty?!
Kelner: No bo chodzi o to...
SK: Tu jest robota, tu jest mieszanie...
Kelner: No wiem, ale...
SK: I Ty przychodzisz w takim stanie jak skacowany, no jaaak
to jest?
Kelner: Nie no, nie no, jesteśmy po rozmowach także
spokojnie...
SK: Alfredzie, ja Cię proszę, Ty się weź w garść...
Kelner: Ja wszystko robię, wiecie ja wszystko robię no...Jest
teraz taka sprawa, czy będziemy serwować, czy nie?
Co my serwujemy?
SK: Serwujemy to co my namieszamy
Kelner: Tak, ale chodzi o to co my mieszamy?
SK: To co mamy. Mamy ustawy, uchwały...mamy uchwała górnikom,
yyy tu chwała hutnikom, no i wała chłopom, prawda
Kelner: A to, co to jest? Co to jest?
K I: To czerwone z uszkami?
Kelner: Tak
Pozostali patrzą na Kucharza I co powie
K I: Barszcz
SK: (zdziwiony) Aleście wybrnęli... Barszcz... (ogólny śmiech)
K II: (do kotła) Dzień dobry!
SK: Nie ma...(uderza chochlą do gara)
Kelner: Widzę, że idą nieprzelewki
SK: Gramy na ZWŁOKI
Kelner: A co to wypłynęło? Co to jest?
K II: Pyzy
Kelner: A to?
K II: Pyry
Kelner: Pyzy i pyry w mundurkach? No to będą...wypadki
SK: Jakie znowu?
Kelner: No zatrucia! Może być taki rozstrój, że żadnym węglem
się go nie zatrzyma.
Ja mam tylko jedną sprawę (do publiczności) Czy wy, ta
cała grupa...i...(patrzy do gara) Kurde, to się
zaczyna gotować...No a jak się zagotuje co będziemy
robić?
SK: Jak? Jak się zagotuje, to będziemy LAĆ.
Kelner: Jak?
SK: W michę!
Kelner: Chodzi o to, w jakiej kolejności?
SK: Najpierw zbiorowo, później indywidualnie
Kelner: (Do publiczności) Wyjście już jedli, czy nie? Proszę,
powstańcie, których dręczy głód!
Rozumiem, dzieci Arbeitu, rozumiem...
Bo jest grzybowa!
SK: To na co Ty czekasz? No dawaj grzybowe tam (pokazuje za
kulisę) oni wejdą (na publiczność) i koniec, no...
Kelner: (śmieje się) Przyszła Grzybowa po grochówkę dla
wojska no...
SK: To daj jej coś z rezerwy
Kelner: No nie wiadomo czy tam w magazynkach coś zostało, czy
nie...
SK: Jak to, MY nie mamy nic w magazynkach?
Kelner: No pewno, zostały same łuski ostatnio...po tej rybie i
nie wiadomo co z tym rybim trupem zrobić, dobra ja idę
K II: (kelner zawraca) Jak im nasza kuchnia nie pasuje, to
mogą iść do innej restauracji!
Pozostali patrzą po sobie i wybuchają śmiechem
SK: Czesiu! Czesiu, ale to jest tak sprytnie wymyślone, że
innej NIE MA (śmiech trwa dalej)
Kelner: Mnie obchodzi czy kisiel będzie. Będzie kisiel czy
nie?
SK: Kisiel... nie, kisiel nie będzie. Może być kompot
z pożyczek.
Kelner: Dobra, nie no bo trzeba wiedzieć
SK: I to z czerwonych, a nie z zielonych
Kelner: Dobra, powiem natychmiast, tylko chodzi o jeszcze
jedną rzecz, że wy tutaj mieszacie, a ktoś dostaje po
ryju, nie?
SK: Słuchaj Alfredzie, ktoś miesza, żeby w ryj mógł brać ktoś.
To są zwyczajne dzieje.
Kelner: Dobre, ale ustalmy jedną rzecz ustalmy – co my teraz
robimy, bo przecież tam się na tej bankietowej
niecierpliwią no...
SK: Daj im coś na pożarcie...Cioska z KW czy coś... JA NIEE
WIEM...
Kelner wychodzi. SK miesza w kotle i nabiera do chochli. Daje K II do spróbowania, ten się patrzy o co chodzi?
SK: Spróbuj Czesiu czy to się nada, no..
K II: (siorpie głośno z chochli i szybko wypluwa, zakrywa
twarz i bełkocze poparzonymi ustami)
SK: (obserwuje K II i mówi do K I) Mówi że-nada... Z próżnego
to i salmonella nie naleje, nie? hehe...
K II: Jak im nie smakuje mogą nie jeść. Kuchnia się sama
wyżywi
Kelner: (wraca z chustką przy dłoni i coś mówi. K II wyciąga
mu chustkę)...(j)a mam to w zupie wszystko. Jest bunt
SK: Co jest?
Kelner: Przepraszam. Powiedzieli, że nie będą jedli.
SK: To niech opuszczą salę. Płacą rachunki i won...nie ma, już
Kelner: Nie... nie, nie będą opuszczać sali, nie zapłacą
rachunków, nie zwolnią stolików, to już jest koniec...
Mówią, że mieli obiecane szynki, cielęcinki...
a dostali stuprocentowego DEWALUJA
K I: Tak mówią?
Kelner: Tak mówią.
K II: Jak tak mówią to trzeba w końcu czymś im te gęby zatkać.
SK: A czym?
K I: Śledź po japońsku
K II: (do kelnera) a donoś do nas
Kelner: (trzyma żółty zeszyt) a właśnie, donoszę, że jest
oficjalny wpis do żółtej księgi, proszę
SK: Ty raz mógłbyś dać im jakąś księgę do przeczytania, a nie
do wpisywania
Kelner: Przestań, przecież wiesz doskonale sam, że przecież
między nimi jest literat
SK: Jaki?
Kelner: I to nagrodzony
SK: Z tymi laureatami to nobla można dostać, jak Boga kocham,
no. Przeczytaj mi co on tam nabazgrolił, bo ja nie wzięłem
tych swoich tam...
Kelner: No oni tu piszczą...piszą, że chcą wiedzieć, czy nic..
czego...niczego się nie zmarnowywuje? Czy wszystko
idzie do wspólnego kotła? Gdzie jest stary kociołek?
Cholera wie gdzie jest...
SK: Jak to gdzie? W składnicy harcerskiej, no. Jest dyrektorem
ogólny śmiech
Kelner: Taak, tu pyta się, kto miesza – chcą wiedzieć.
ogólny śmiech
SK: No jak to oni nie wiedzą kto miesza?
Kelner: taak, kto waży porcje. Waży napisali (pokazuje)
SK: To są prości ludzie
Kelner: (do K II) waży napisali warzy
K II: (patrzy i jakby nie było błedu) warzy...
SK: Zostaw Czesia, Czesiu jest do innych zadań
Kelner: I tak dalej, że nie będą jedli odgrzewanych dań...
SK: Ile Tych postulatów jest? (zabiera zeszyt)
K I: No sześć...
SK: Było 21 też my se dali radę, nie będziemy se głowy
zawracać (chowa zeszyt do kieszeni fartucha)
K II: (szybko i oburzony) Tym się kuchnia to jest kurna nasza
kuchnia nie podoba?
Kelner: (ciszej)Czesiu, Czesiu, co Ty opanuj się...
SK: Czesiu! Co Ty?! Jak Boga kocham no. Ty masz być naszym
głównym mediatorem przy naszym okrągłym kotle, a Ty takich
słów używasz?
Kelner: Tobie dać funkcję to głupiejesz. Co Ty robisz?
SK: Uspokój się no. (do kelnera) Ilu ich tam jest?
Kelner: No nie wielu, ze trzystu ich tam jest
(wycięty film – chyba cenzura)
SK: Przecież jeden wejdzie, reszta wyjdzie i oni (publiczność)
przejdą na naszą stronę no.
K II: Jak jeden wejdzie reszta wyjdzie? Przywlecze mi tu smród
zarazę, GÓWNO JAKIEŚ! Sanepid się nie zgodzi!
(oryginał: „Sanepid se nie zdorzy”)
SK: Czesiu Ty mnie nie strasz tym sanepidem. Ciągle ten
„sanepid wejdzie” i „sanepid wejdzie”. Oni tam mają teraz
swoje sprawy. My na gornej knajpie te karabachi im się
porozłaziły. Oni mają co robić tam. Nie denerwuj mnie, bo
jak pacnę w ten kraftowany łeb to zobaczysz.
Dawaj mu kitel i... Ty Alfred, a gdzie Ty masz kitel?
Kelner: Ja? Ja pociąłem na białe chorągiewki, bo myślałem, że
się poddajemy... (pokazuje serwetkę którą cały czas
nosił przy sobie)
Wszyscy patką na K I
K I: Te... (zmieszany) Ja zawsze mieszałem jak kazaliście...
SK: Mhm...
K I: (oddaje chochlę K II i rozbiera fartuch) Jak trzeba to
odejdę, ale problemy pozostaną.
SK: Zbyniek kochany nie denerwuj się, no! Za ten kitelek
dostaniesz kiedyś nowy fartuszek. Wymyślimy Ci jakiś
ciepły placuszek, pojedziesz sobie na MAMHATAM, no?
Co? Pójdziesz sobie do teatru, pierwszy raz. Noo.
Pojedziesz sobie na ryby, na grzyby, Olszówkie spotkasz.
Grzybowe przelecisz, nooo. (ściskają sobie dłoń) Pamiętaj
my o swoich nie zapominamy.
K I: Dziękuję wam bardzo (odchodzi)
SK: Bardzo proszę. Pozdrów krzaka tam gdzieś...
Mieszają w garze w tle gra melodia „Nie rzucim ziemi skąd nasz ród”
Kelner: Idzie idzie, cicho
SK: Ale nie mogę z nim rozmawiać... (zakłada chochlę)
Kelner: (zawiązuje ścierkę na głowie) Ja jestem chory
Wchodzi koleś w białym płaszczu z białym kaskiem z napisem OŚĆ –wycinek napisu Solidarność. Staje między nimi
SK: Witamy serdecznie przy naszym okrągłym kotle.
Wałęsa: Dzień dobry
SK: Dzień dobry. Co chcecie robić w naszej kuchni?
W: Jestem elektrykiem
SK: Aha
W: A u was ciągle są zwarcia
SK: Aaa... I Wyście dali ten wpis do księgi, tak?
W: Nawet otrzymałem za to nagrodę
SK: Słyszałem, nagrodę magazynu, tak?
W: Pokojową!
SK: Przepraszam pokojową, mnie się tak mylą te pomieszczenia,
na prawdę.
K II: I wyście to sami pisali?
W: Sam, ale dyktowało wielu!
SK: (ściąga chochlę z głowy) I co wam konkretnie nie odpowiada
w tym co my mieszamy?
W: Za dużo magi, za dużo soli daliście...I pieprzycie.
SK: No no, wy też nieźle pieprzycie
W: Ale wy od 45go pieprzycie
SK: A wy od 80. pieprzycie
W: A wy od 17. pieprzycie!
SK: No i tak pieprzymy, pieprzymy i nic z tego nie ma.
Wszystko idzie na ostro, tak? Wy jesteście elektryk
i ciągle pod prąd. Spokojnie. Widzicie jak Alfred się
ładnie przyjął do nas. Jak ładnie kursuje między niemy
a namy, no? A wy co? Utyliście trochę od ostatniego razu.
Dzieci macie dużo. O co wam chodzi konkretnie?
W: Żeby kuchnia była kuchnią.
SK i K II: O kuchnia!
SK: Słuchajcie. My dla waszych dzieci mamy przygotowane
specjalne porcyjki. Tylko zróbcie, żeby Ci wasi zaczęli
nam jeść z ręki powoli
W: Ja proszę bez warunków wstępnych i bez przymiotników!
kucharz dwa uderza chochelką o dłoń jak pałką za plecami Wałęsy
W: I ten okólnik sobie możesz w ramki oprawić
SK: Gadaj z nim Czesiu bo ja się już denerwuję
K II: No kochany.
Zamachuje się ale wchodzi kelner z fotografem
Kelner: Słuchajcie, zaraz wrócimy do drugiej tury. Przyszedł
pan, który chciał żeby... filmować. Przepraszam, o co
chodziło?
Fotograf: Yyy, za PAPu
Kelner: Przyszedł PAPA z aparatem
F: Nie, ja mówię, że z PAPu
Kelner: No po papu przyszedł, no wiadomo
SK: My się nie pytamy skąd pan przychodzi, co pan przynosi,
czy flaszkę czy zagrychę, na prawdę.
K II: NO papu papu następny chce się na krzywy ryj załapać no!
Tak dalej pójdzie, będziemy tu mieli „Washington Post”
F: Ja mówię, że jestem z CAPu
Kelner: No, capnij się i nie denerwuj mnie.
SK: Czesiu, czemu myślmy Ciebie z tego bunkra wyciągali, ja
nie wiem, jak Boga kocham.
F: Przysłała mnie redakcja, żebym zrobił historyczne zdjęcie
wokół tego okrągłego kotła. Czy można?
SK: Bardzo proszę, działamy przy roztwartej kuchni
F: A moglibyście się panowie jakoś ułożyć do zdjęcia?
SK: Gdzie, ułożyć, a nie uwalić Alfredzie, ułożyć. Chodzi o
to, żeby pan tę czapeczkę zdjął, Czesiu wyżej chochelka.
Nie tą stroną, nie tą stroną.
Wałęsa robi znak pokoju
Kelner: (Zakrywa ścierką jego palce) No to was boli, to was
bardzo boli
SK: (zakłada chochlę Wałęsie) Jesteśmy gotowi
F: A czy moglibyście się panowie jeszcze zbliżyć do siebie?
SK: A gdzie te zdjęcia będą publikowane?
F: No, pójdą na cały świat
SK: Proszę pana, jeśli na świat cały, to się zbliżymy na
odległość tej pały, dobrze?
F: No to uwaga.
Gasną światła, błyska flesz.
Wszyscy prócz fotografa: Jak wyszło?!
F: Szczerze?
WpF: Szczerze, jak przy okrągłym kotle!
F: Mam już tytuł tego zdjęcia
WpF: Jaki tytuł?
F: Osta... (tu się urywa film ale myślę, że chodzi o „ostatnią
wieczerzę”) |
|